„O kocie Marcelu cz.1″

Bardzo dawno temu, a może jeszcze wczoraj, gdzieś za zakrętem drogi prowadzącej do tajemniczego, zaczarowanego świata zwierząt, elfów i czarodziejów, w niewielkim, drewnianym domku mieszkał kot Marcel. Był łagodny piekny i mądry. Tajemniczy i niezależny. Kochali go przyjaciele, ale obcy czuli przed nim respekt.

Kiedy wygrzewał się w słońcu, które kochał ponad wszystko, jego czarne, miękkie futro lśniło i iskrzyło mocą, która dodawała innym siły i otuchy. Ale sam Marcel, od pewnego czasu chodził smutny i zamyślony. Jego przyjaciel, Pies, zachorował i dotąd nie można było znaleźć lekarstwa na jego chorobę. Pies był najbardziej wyjątkowym przyjacielem. Jak mawiał sam Marcel: z nikim nie przeżył tak wiele dobrego i tak wiele złego. Pies był częścią jego życia, toteż choroba, choć nie dotknęła kota fizycznie, dotyczyła ich obu. Marcel czuł się zagubiony, a cudowna moc jego futra gasła z dnia na dzień.

Troski kota zauważyło pewnego dnia Południowe Słońce, które w imię przyjaźni zdradziło Marcelowi największą słoneczną tajemnicę: „Pięć minut za południem znajdziesz rozwidlenie dróg. Idź tam i skręć w prawo. To droga, która zaprowadzi Cię do trzech Magów władających losem mieszkańców Czarodziejskiego Świata: do Zegarmistrza, Księgarza i Krawca. Każdy z was ma prawo raz w życiu, we właściwym czasie skorzystać z ich wiedzy. Jeśli chcesz…” Oczywiście, że chciał – czasu pozostało niewiele, więc wyruszył natychmiast i pięć minut za południem skręcił w prawo.

Nigdy jeszcze nie wędrował tak niezwykłym traktem. Czuł się bezpiecznie i pewnie słysząc ptasie chóry i widząc wyraźne drogowskazy, które miały zaprowadzić go do celu. Już wkrótce trele zaczęły milknąć, by ustąpić miejsca rytmicznej muzyce tykających zegarów, które dostrzegał wszędzie: w trawie, w przydrożnych kapliczkach, na drzewach. „To znak, że gdzieś w pobliżu odnajdę Zegarmistrza” – pomyślał Marcel. Tykanie jednego z zegarów było mocniejsze od innych. Wsłuchując się w nie, Kot wybrał drogę. „To Twój zegar” – łagodny głos należał do Starca, który siedział za stołem stojącym na środku polany. Blask lampki oświetlał skomplikowany mechanizm stylowego zegara. Prosta, wyrazista tarcza otulona była drewnianą oprawą, na której szczycie tańczyła figurka ze starej pozytywki. Spodobał się Marcelowi jego zegar.

„Jeśli chcesz, mogę przesunąć wskazówki w tył, lub w przód, mogę opóźnić wydarzenia, lub je przyspieszyć, ale pamiętaj, że Twój czas związany jest z czasem Twoich przyjaciół”.

Kot nie chciał opóźniać czasu. Tego był pewien. Ale gdyby tak wszystko przyspieszyć, skrócić czas oczekiwania i niepewności… I wtedy, gdy już prawie podjął decyzję, coś go powstrzymało. Jakaś myśl. Ostatnie tygodnie były przecież właśnie wypatrywaniem tego, co się stanie. Z Psem, z nim. Ale nigdy nie zapytał swego przyjaciela, czy pragnie przyszłości tak samo mocno, jak Marcel. A może dla Psa dzieje się coś ważnego właśnie teraz. TERAZ. Marcel stał się ostatnio nieobecny myślami, nieobecny TERAZ. A przecież był potrzebny w każdej trwającej minucie. Nie „na zapas”, ale na teraz.

„Nie chcę niczego zmieniać”- powiedział. I wtedy Starzec uśmiechnął się i obiecał, że wyczyści wszystkie najmniejsze części zegara, żeby Kot czuł w sobie rytm grającego czasu.

I poszedł Marcel dalej, drogą, która miała odkryć przed nim niejedną jeszcze tajemnicę. Już wkrótce woń kwiatów zmieniła się w zapach starych ksiąg, a delikatny powiew wiatru przyniósł szelest książkowych stronic. Marcel lubił ten zapach, znał ten szelest. Jeszcze kilka kroków i zauważył Księgarza siedzącego pod drzewem. Starzec trzymał na kolanach księgę oprawioną w skórę. Pachniała drukiem i papierem. „To Twoja Księga Życia” – rzekł przyjaźnie i otworzył Księgę na środku. – „Z jednej strony jest Twoja przeszłość, z drugiej przyszłość. Możesz wejść w tę Księgę i zrozumieć przeszłość, albo poznać przyszłość”.

Marcel aż zadrżał z podniecenia – oto wyzwanie: posiąść wiedzę o przyszłych wydarzeniach, to tak, jakby poznać boską tajemnicę. To stanąć wyżej od innych, to móc decydować o sobie. Oto władza! I kiedy Kot był już prawie gotowy do skoku, zobaczył twarze swoich bliskich. I zadrżał. Tym razem ze strachu. Może w jednej chwili poznać wszystko. To, co dobre i to, co złe. Znając losy swoje i swoich bliskich mógłby popaść w bezsilną rozpacz, albo, z drugiej strony – zawsze być krok przed nimi w ich radościach. Nigdy już nie mógłby przeżyć niczego RAZEM z nimi, a swą wiedzę musiałby trzymać w tajemnicy. I czymże byłoby życie bez niespodzianki? Jak smakowałyby poranki? Jak zniósłby tę przymusową samotność wiedzy? Po co znać przyszłe? I zanurzył się w swoją przeszłość. Znał ją dobrze, ale nie wszystko pamiętał, nie wszystko oswoił, nie wszystko rozumiał. Teraz, patrząc na siebie z perspektywy czasu, mógł przyjrzeć się miejscom, które dotąd wydawały się zapomniane, zamglone, ciemne. Nie spieszył się. Chciał zrozumieć wszystko. Kiedy wreszcie znów znalazł się pod drzewem, odwrócił się jeszcze: za nim ciągnęła się łagodna, zielona ścieżka. A w sobie czuł rosnącą siłę nakarmioną wspomnieniami, do których zwykle nie sięgał zbyt chętnie.

Stary Księgarz uśmiechnął się tylko na pożegnanie. Nie potrzebowali słów. Obaj wiedzieli. Każda decyzja podjęta przez Marcela byłaby dobra, oby tylko zgodna z tym, co czuje.

„Pozostał mi jeszcze Krawiec” – pomyślał Marcel – „ale właściwie teraz go nie potrzebuję”. I wrócił do domu sobie tylko znanymi ścieżkami.

Autor:
Ewa Król

Dodaj komentarz do '„O kocie Marcelu cz.1″'