„O kocie Marcelu cz.2″

Minęły długie tygodnie walki przyjaciół z bólem i chorobą. Wspomnienia i wspólne plany pozwalały im choć na chwilę wynurzyć się z cierpienia i zaczerpnąć nadziei jak powietrza. A chwile te były coraz krótsze i coraz rzadsze…

Tego dnia Kot przywitał się ze Słońcem sam. Władca pogodnego nieba delikatnie osuszył łzy rozstania i gładził życiodajnym ciepłem zziębnięte ciało Marcela.

„Pamiętaj Marcelu, że pięć minut za południem znajdziesz znane ci rozwidlenie dróg. Masz szansę na jeszcze jedno spotkanie. Być może to dobry czas na wizytę u Krawca.”

Południowe Słońce nie powiedziało nic więcej, choć wiele wiedziało.
Cienie z wolna zaczęły się wydłużać. Był to sygnał, że kończy się południe. Kot wahał się przez moment, aż w końcu pobiegł w miejsce rozwidlenia dróg.

Zdążył w ostatniej chwili. Pięć minut za południem. Wybrał drogę, której jeszcze nie doświadczył. Właściwie nie różniła się od tamtych, które już znał… choć doskwierała mu jej cisza. Nie słyszał żadnego dźwięku, którego mógłby oczekiwać, nie widział też żadnego widocznego śladu obecności Krawca, którego spodziewał się poznać. Nie chciał jednak wracać teraz. Był gotowy na spotkanie. Długo wędrował, aż wreszcie, na samym końcu zielonej drogi dostrzegł mężczyznę. Różnił się od Starców, których poznał kilka miesięcy temu: był silny i piękny. W dłoniach trzymał igłę gotową do krawieckiego tańca i czekał, jakby nie miał czego szyć.

Marcel poczuł się nieco zakłopotany. Czekał na odpowiedź, na działanie a tymczasem znów stawał przed kolejnym znakiem zapytania.
„Nie mam dla ciebie gotowego stroju” – powiedział Krawiec, jakby czytając w myślach swojego gościa – „ nie mam nawet właściwego materiału ani kroju. Sami możecie go wybrać”
„Sami?” – zdziwił się Kot – „to znaczy ja i kto?”
„Ty i twój przyjaciel Pies. Przecież wszędzie nosisz z sobą jego wspomnienie. Nigdy nie jesteś sam”.

Krawiec miał rację. Pies nie odszedł. Tak naprawdę wszystko było jego wspomnieniem. Marcel żałował wspólnych chwil, których nie było im dane przeżyć, zewsząd słyszał głos przyjaciela. Wspominał czas choroby. Wspólne rozmowy, ciężkie chwile te wcześniejsze i te ostatnie. Wyjazdy, marzenie o zbudowaniu domu…

„Przywołaj swojego przyjaciela” – poprosił Krawiec.
Marcel spełnił tę prośbę. Nie było niczym trudnym.
„Przyjrzyj się dokładnie: gdzie go dostrzegasz. Jak wygląda. Jak do ciebie mówi”

To nie było łatwe choć Kot pragnął obecności Psa, jak nigdy dotąd. Obraz, który widział napawał go bólem, brzmiał szarpiącą melodią smutku.

„Skorzystaj z wiedzy, jaką nabyłeś u Zegarmistrza i Księgarza” – poradził Krawiec, widząc udręczenie na twarzy Kota – „nie pozbywaj się ciemnych wspomnień tych dawnych i tych najbliższych. Są częścią ciebie, ale wszystkie trudne chwile przesuń na drogę za tobą. Już ją poznałeś. Nie jest tak przerażająca, jak kiedyś. Pozostaw tu tylko to, co was łączyło, dodaj koloru, wyciągnij rękę i zaproś Psa bliżej. Usłysz wyraźnie jego głos, zobacz w barwach i ruchu jego postać. Możesz pozwolić sobie na łzy i na radość, że jest tak blisko. Nie musisz się spieszyć.”

Marcel czuł ,że nie ma nic do stracenia. Zaufał Krawcowi i nawet zapomniał o jego obecności. Im bliżej widział przyjaciela, im wyraźniej słyszał jego głos, tym większą czuł radość z tego spotkania.

Pies uśmiechał się i byli tak blisko, że usłyszeli muzykę, która uniosła ich swym miarowym rytmem. Zatańczyli. Zmieniała się muzyka a oni tańczyli w jej takt. Tańczyli pięknie. Och, gdybyś mógł ich zobaczyć i usłyszeć pełne, radosne głosy. Każdy taniec był częścią ich życia, ich wspomnień. Pod tańczącymi stopami tkał się materiał, a właściwie jego skrawki, jak skrawki życia. To jedwabny, to płócienny, to kaszmir, to wełna. Pastelowe barwy materiałów mieszały się z nasyconym kolorem i z odcieniami szarości. Krawiec w rytm ich tańca i grającej muzyki zszywał te skrawki materiału. Kiedy wybrzmiały ostatnie takty, pod stopami tańczących rozłożył się barwny patchwork zszyty solidnym, równym ściegiem.

„Zawsze możesz zaprosić mnie do tańca” – powiedział Pies – „ Wiesz już, w którym miejscu siebie mnie odnajdziesz, kiedy będziesz tego potrzebować. A teraz wracaj”.

Słońce już zaszło. Marcel otulił się w ciepły patchwork i wyruszył do domu sobie tylko znanymi ścieżkami.

Autor:
Ewa Król

Dodaj komentarz do '„O kocie Marcelu cz.2″'