„Była sobie Bajka”

Znam pewną Bajkę. Jak to Bajka, jest ulotna i delikatna. Niezwykle subtelna i tajemnicza. W tej ulotności tańczą mgły poranne i grają słowa dźwięczną muzyką dzwonków poruszanych wiatrem. W tej delikatności jest magiczna opowieść o miłości bezgranicznej i wiernej. Zaś w jej tajemniczości widać przepaści samotności, bólu, rozstań i ciemnych mocy.

Bajka ta, jako najmłodsze dziecko rodziny rosła w niewielkim miasteczku otoczona opieką i miłością. Jej dorastanie przebiegało tak, jak dorastanie większości opowieści: najpierw była bajką o koźlątkach, potem o Czerwonym Kapturku, Kopciuszku i Królewnie Śnieżce.
Kiedy dojrzała i zaczęła żyć swoim życiem, chętnie opowiadano ją sobie: ze względu na jej urok i mądrość. Ludzie czuli się bezpiecznie, kiedy nawet pośród zawirowań fabuły i niełatwych losów głównych postaci ta bajkowa mądrość znajdowała właściwe zakończenie pełne nadziei i otuchy.

Pewnego dnia w Bajce zakochał się Rycerz. Silny i mężny. Walczył w Czeluści ze złymi mocami, smokami i czarnoksiężnikami. Jemu spodobała się delikatność, jakiej nie znał wcześniej. Ona pokochała jego siłę i życie pełne niebezpiecznych przygód. Szczęście tych dwojga nie trwało jednak długo. Zauroczenie nie wystarczyło, by stworzyć bezpieczny dom. Każde z nich było z innej bajki.

Urodził im się jednak syn. Mały, śliczny Elf stał się sensem życia Bajki. Jej największą miłością. I choć marzyła o spełnieniu, o wolności, to opieka nad synem była dla matki najistotniejsza. Tworzyła dla niego i dla siebie najpiękniejsze historie pełne tęsknoty, miłości, przygód i nadziei. Choć o tę nadzieję było Bajce najtrudniej. Mimo iż nadal wzbudzała podziw, mimo iż kochana była przez przyjaciół. Wciąż czegoś szukała. Pod pozorem spokoju i opanowania kryła szarpiącą tęsknotę: za domem z lat dziecinnych, za marzeniami o miłości, za przestrzenią.

Pewnego dnia, zupełnie nieoczekiwanie, pojawił się w opowieściach Bajki Książę. Wniósł coś nowego w wydarzenia, jakiś ruch, powiew, nowy zapach, drżenie. Było w nim coś niezwykłego, coś co nie przypominało żadną znaną postać z bajek. Był wolnością, wyzwaniem. Bajka poczuła się dobrze w jego obecności. Niezwykły Książę ofiarował Bajce równie niezwykły prezent. Było to wrzeciono. Kiedy Bajka siadała przy nim, przędła nitki swojego życia. Pełnego wyzwań, spełnionych marzeń, pełnego siebie. Jednak w trakcie przędzenia, kiedy zdarzało jej się ukłuć w palec zapadała w pewien rodzaj letargu, tak jakby w świecie zewnętrznym obecna była tylko ciałem. Coraz bardziej oddalała się od świata, coraz rzadziej otwierała przed innymi swą bajkową księgę. Ale tak chciała. Czuła swój świat tak, jak czuje się niedostępną dotąd przygodę.

Nie wiadomo jak to się dzieje, ale dzieci Bajek, zanim staną się dorosłe, mają niezwykłą intuicję. Dar nadprzyrodzonego zmysłu, przeczucia. Potem wyrastają z tego i pozostaje im tylko pamięć tych umiejętności. I… pamięć zdarzeń. Tak było i z małym Elfem, synem Bajki. Choć starała się niczego nie zmieniać w życiu dziecka, Elf czuł, że Matka zapada się coraz bardziej, oddala. Jej opowiadania pełne dotąd pieszczot i czułości były coraz mniej ciepłe a nawet chłodziły dotykiem Otchłani delikatne ciało dziecka. W nocy Elf śnił sny, których się bał. Strzępy zapamiętanych fragmentów snów ułożyły się pewnego razu w przerażającą całość.

Malec obudził się z płaczem, wyszedł z łóżeczka i zobaczył Bajkę przy magicznym kołowrotku. Zapadała się, oddalała. Oddech dziecka spowodował niechętny powrót z połowy drogi. Wtedy Elf otworzył Bajkę na opowieści sprzed wielu miesięcy: „Możesz dopisać nam inny koniec” – powiedział do Bajki i spojrzał na nią z miłością.

Autor:
Ewa Król

Dodaj komentarz do '„Była sobie Bajka”'