„Magiczne sprawy”

W Mieści Czarów ludzie żyją trochę inaczej, niż gdzie indziej: w szkołach dzieci poznają podstawy magii, w biurach i zakładach pracy czas upływa przyjemniej, a po ulicach przejeżdżają dziwne pojazdy, napędzane siłą działającą całkowicie sprzecznie z wszelkimi zasadami fizyki. I nikogo to nie dziwi.

Z Miasta Czarów wywodzą się najznakomitsi czarodzieje: ich imiona wypisane na tablicy u wjazdu do osady złocą się słoneczną czcionką. Mistrzowie Magii pracują dniami i nocami w swoich laboratoriach. Każdy z nich chce zasłużyć na miejsce na tablicy i tym samym na pamięć potomnych. Każdy z nich ma do spełnienia Wielką Dziejową Misję: wprowadzić magię w najmniejszą nawet dziedzinę ludzkiego życia. Czary i zaklęcia, mikstury i eliksiry pomagające mieszkańcom całego kraju w ich codzienności – oto wyzwanie!

Wśród współczesnych Magów jeden był, który wyróżniał się zdolnościami i siłą charakteru i jemu to wróżono wybitną karierę. Adalbert, młody czarodziej o wyjątkowych możliwościach umysłu i niezwykłym zapale, tworzył znakomite recepty na życie, pisał księgi i porywał za sobą całe rzesze uczniów. Był uczciwy i oddany swej pracy. Wielu chciało zostać jego pomocnikami, ale jemu wystarczała obecność kilkunastoletniego Janka – sieroty, którego Adalbert przygarnął niegdyś i traktował jak syna. Być może to, że różnili się od siebie sprawiło, iż Czarodziej pokochał chłopca tak bardzo.

Janek był delikatny, niezwykle wrażliwy i otwarty. Całym sobą chłonął wiedzę magiczną i kochał swego Mistrza, choć często obawiał się jego gromkiego głosu i wymagań, jakie stawiał przed nim ukochany nauczyciel.

Adalbert rósł w czarodziejską siłę i robił zawrotną karierę. Przyjeżdżali do niego ludzie z najodleglejszych zakątków świata prosząc o pomoc, radę, czy naukę. Młody mag, wypełniając powołanie, w swej uczciwości pochylał się nad każdym problemem i z zapałem podejmował każde wyzwanie. Pracował dniami i nocami nad Bardzo Ważnymi Projektami. Janek dzielnie mu towarzyszył, przepisywał szkice receptur, przelewał mikstury. I słuchał. I kochał.

Z tej miłości Czarodziej czerpał siłę i wiele zmienił w sobie chcąc być dobrym ojcem. Wkrótce jednak Bardzo Ważne Sprawy zaczęły zajmować mu bardzo wiele czasu. Coraz częściej był zmęczony i rozdrażniony, coraz więcej wymagał od Janka, coraz bardziej przeszkadzało mu, że chłopiec inaczej postrzega świat, że jest roztargniony i wrażliwy. Chciał, by młody pomocnik był jego odbiciem i czasami nawet czuł się rozczarowany, że tak nie jest.

Janek starał się wykonywać wszystkie prace jak najlepiej, ale brakowało mu zwykłych rozmów z przybranym ojcem. Podziwiał go coraz bardziej, ale też coraz bardziej, na znak protestu oddalał się od niego. Był przecież dzieckiem. Mijały dni. Sprawy Adalberta stawały się coraz Bardziej Ważne. Janek zaś tęsknił do chwil, w których szybowali nad lasem ścigając się z ptakami, albo obmyślali lekarstwo dla zrozpaczonej, zachrypniętej żaby, która nie mogła dołączyć do wieczornego chóru nad stawem. Pielęgnował w sobie te chwile, a z drugiej strony czuł się oszukany: dawał z siebie tyle miłości i naprawdę z wszystkich sił starał się dopasować do trudnego trybu życia, jaki wiedli w czarodziejskim domu. Teraz często się kłócili. Ale Janek wciąż był dzieckiem. I wciąż pragnął miłości. Pomyślał więc, że nie będzie wchodził Czarodziejowi w drogę. Unikał go, starał się wykonywać dobrze swoje obowiązki i wypatrywał chwil, w których Adalbert uniesiony sukcesem, pełen dobrego humoru doceni także obecność dziecka.

Piękne to były chwile, gdy Adalbert opowiadał o walkach, jakie stoczył ze smokami. Porywające były to momenty, w których znów razem obserwowali obyczaje górskich trolli. Ale wkrótce przychodziły Bardzo Ważne Projekty. W tych dniach Janek stawał się coraz bardziej niewidoczny. Tak bardzo, że nawet Czarodziej nie zauważał jego nieobecności i mniej łajał za roztargnienie i niecierpliwość. Pewnego dnia chłopiec znalazł zaklęcie w starej magicznej księdze, a że znał już wiele czarodziejskich procedur, wypowiedzenie go nie sprawiło mu trudu. I STAŁ SIĘ NIEWIDZIALNY. Był to dzień jego dwunastych urodzin. Adalbert, który zawsze pamiętał o tym dniu i tym razem sprawił przybranemu synowi wspaniały prezent: czarodziejski certyfikat I stopnia – dyplom uznania dla postępów młodego pomocnika. Długo jednak szukał Janka, a kiedy usłyszał cichy głos chłopca, którego nie mógł zobaczyć – zapłakał. Zapłakał dwakroć mocniej, gdy dotarło do niego, co naprawdę się stało: bowiem nikt jeszcze nie stworzył zaklęcia, które pozwoliłoby osobie niewidzialnej stać się widoczną.

Dziś Adalbert dniami i nocami pracuje nad Najważniejszym Bardzo Ważnym Projektem: nad powrotem Janka.

Autor:
Ewa Król

Dodaj komentarz do '„Magiczne sprawy”'