„Ja Sowa”
Kraina Wiecznych Lotów podzielona jest na dwie części – jedną z nich zamieszkują dusze zmarłych ptaków, w drugiej oczekują na przyjście dusze nienarodzonych jeszcze piskląt. Wszystkimi duszami opiekuje się Biały Orzeł: Jego mądrość i dobroć uczyniła Go ptasim przewodnikiem. Stary Kruk, będąc doradcą Białego Orła codziennie o świcie daje życie tysiącom młodych istnień. Ogromnie odpowiedzialne ma zadanie. Podchodzi do złożonych jaj i nadaje im imiona, rozpoznawszy wpierw, jakiego to ptaka jajo. Kiedy wypowie imię – pisklę otrzymuje duszę i dusza ta odlatuje do oczekujących w gnieździe rodziców. Takie jest tchnienie życia, które zaraz potem rozbija skorupkę jaja, by głośno oznajmić niebu i ziemi, że jest.
Tylko raz jeden zdarzyło się, ze Stary Kruk zaniemógł i nie stawił się do codziennej pracy. Jako, że wszystkie inne ptaki odleciały już do zajęć, Biały Orzeł zmuszony był znaleźć zastępstwo za kruka. Jedynie kukułka tego ranka pozostała jeszcze w Krainie Wiecznych Lotów. I ona przyjęła na siebie obowiązek tchnienia. Wzruszyła się widząc, ile od niej zależy i tyleż z owego wzruszenia, jak i z samej kukułczej natury, pomieszała jaja i dusze dwojga piskląt. Małą sowę odesłała do gniazda sójek, a dusza sójki znalazła schronienie pod skrzydłami sowy. Pisklę przyniesione do gniazda rodziny sów było jednak zbyt słabe i zmarło tuż po wykluciu. Zaś młoda matka-sójka wysiedziała dwa zdrowe jajka, będące idealnym schronieniem dla rozwijających się piskląt. Nie wiedziała, że jedno z nich…
I kiedy Biały Orzeł, jak co dnia, na granicy nocy i poranka zleciał na ziemię, by pobłogosławić nowonarodzone dzieci, zauważył pomyłkę kukułki – w gnieździe sójek, jednym z wyklutych piskląt była sowa.
I zdał sobie sprawę Pan Wiecznych Lotów, jak bardzo ta pomyłka zaważyć może na losach młodego ptaka. Zgodnie jednak z prawem Krainy, którą władał, nie mógł już niczego zmienić – życie zostało powołane. Aby jednak zadośćuczynić temu błędowi, dał sowie to, co miał najcenniejszego: mądrość, która pozwala spojrzeć na rzeczy z różnych stron, dobroć, która stanowi wartość bezwzględną i ciekawość świata, która daje siłę do walki z bezruchem. I ukochał Biały Orzeł to pisklę szczególnie, ale nic więcej nie mógł zrobić. Od teraz ono samo musiało nauczyć się decydować o swoim losie.
Sójki, choć zauważyły różnicę pomiędzy nowonarodzonymi dziećmi, kochały pisklęta taką samą miłością. Sowa jednak kosztowała je wiele troski: zawsze była trochę nieobecna, jakby nie mogła znaleźć sobie miejsca w rodzinnym gnieździe. I tak było istotnie. We wszystkim odczuwała różnicę, której nie potrafiła nazwać i tęsknotę, której nie potrafiła spełnić. Zadawał sobie pytanie „ja sójka, czy ja…” , bo coś podpowiadało jej, że choć wychowana w kodeksie życia sójek, nie jest to jej życie. Zawsze rozdarta pomiędzy gniazdem rodziców, a czymś, co rodziło się w jej sercu, czuła, że nigdzie nie przynależy w pełni. Jej mądrość kazała jej wątpić w zastane wartości, jej dobroć była przyczyną wielu rozczarowań, jej ciekawość świata malowała rozległe przestrzenie i nie pozwalała być wzorową córką. Najgorsze były te okresy, kiedy dzień mieszał jej się z nocą. W dzień kryła się przed światłem i towarzystwem, nocą widziała więcej.
I patrzył Biały Orzeł z troską na zmagania sowy, ale wiedział, że jest silna. Sowa miała niepospolity umysł, wspaniałe poczucie humoru i moc w skrzydłach, która gnała ją do najdalszych zakątków lasu. Potrafiła kochać bezgranicznie. Miała więc kilku oddanych przyjaciół i własne życie, które ceniła. I tylko czasem, gdy wzywała ją ciemność nocy, marzyła, aby być taką, jak wszystkie inne sójki.
Pewnego dnia wszystko zmieniło się w życiu ptaków. Czarny Sęp – władca Otchłani stanął do walki z Białym Orłem i zapragnął władzy nad duszami ptaków. Pomieszał ptasie loty i ustalone wartość. Odtąd ptaki walczyły o wyższe miejsca na konarach drzew, wydzierały sobie materiał do budowania gniazd i kradły jedzenie. Ustaliły hierarchię ważności, podzieliły przestrzeń lotów. Słabsze z trudem zdobywały pożywienie. Silniejsze żądały lepszych kąsków. Trzeba było walczyć o każdą piędź dobra i pokoju.
Zmieniło się życie ptaków. Zmieniło się także życie w gnieździe sójek. Rodzice nie kryli już przed sobą i przed dorosłymi dziećmi, że ich małżeństwo było pomyłką. Kłócili się i skarżali nawzajem za nieudane życie. I choć dumni z mądrości swej córki, coraz częściej dawali jej do zrozumienia, że jej inność jest dla nich bolesnym ciężarem. Sowa coraz częściej uciekała w noc i samotność. Jej noce były dłuższe od wszystkich innych nocy, aż do momentu, w którym usłyszała wyzwanie Czarnego Sępa. Lubiła wyzwania. I to przywróciło ją do życia.
Czarny Sęp, chcąc okazać swą wielkoduszność i zabawić się kosztem ptaków, raz do roku przerzucał wąską, chybotliwą kładkę nad Otchłanią i pozwalał ptakom przejść na drugą jej stronę. Warunkiem Sępa było, by ptaki zabierały z sobą tylko trzy najcenniejsze rzeczy i nic więcej. Wielu śmiałków stawało na kładce, ale niewielu docierało do celu.
Byli tacy, którzy przemycali więcej niż trzy rzeczy i zostawali zawróceni wpół drogi. Byli tacy, którzy spojrzawszy w dół Otchłani doznawali zawrotu głowy, byli i tacy, którzy uświadomiwszy sobie, że zostawiają w Lesie dorobek całego swojego życia poddawali się na starcie.
Tego roku sowa postanowiła wykorzystać swą szansę. Zabrała ze sobą trzy najcenniejsze dla niej rzeczy: mądrość, która pozwoliła jej rozłożyć skrzydła i wzlecieć nad kładką, dobroć, która pozwoliła jej wybaczyć rodzicom i losowi i ciekawość świata, która powodowała niecierpliwe drżenie serca, kiedy sowa spoglądała na nowy ląd.
I przebyła Otchłań. I dotarła na drugą stronę.
P.S. Sowa nie zapomniała o rodzinie i przyjaciołach. Śle im mejle, odwiedza ich i wykupiła nawet telefoniczny abonament na darmowe rozmowy w wieczory i weekendy.
Autor:
Ewa Król
