„O człowieku, który poleciał”

Kiedy od lat mieszkasz w swoim domu, mieście, kraju, nie zastanawiasz się nawet nad tym, że gdzieś daleko mogą istnieć domy, miasta i kraje zupełnie inne od Twojego. Takie, jak ten, do którego musiałbyś iść siedem lat i siedem miesięcy, by skręcić wreszcie za siódmym kolorem tęczy w lewo. Stamtąd miałbyś już całkiem blisko…

W kraju tym mieszkają ludzie prawie tacy sami, jak Ty. Tylko… kiedy rodzą się otrzymują ciężar, który zostaje im przyznany na całe życie. Ciężary te mają różną wagę i odmienny wygląd, ale wszystkie służą jednemu: jako, że prawa zwykłej ziemskiej grawitacji nie obowiązują tutaj, chronią one mieszkańców przed nagłym oderwaniem się od ziemi i niebezpiecznym lotem w nieznane.

Gdybyś musiał mieszkać w tym kraju nauczyłbyś się żyć z ciężarem, który towarzyszyłby Ci zawsze. W dzień i w nocy. Taki ciężar można nosić na ramieniu, można ułożyć go na bagażniku roweru, wozić na wózku, włożyć do plecaka. Przez wieki wymyślano nowe sposoby na noszenie obciążenia. Ba, zmieniały się nawet mody na jego kształt i kolor.

Zaś w laboratoriach naukowcy pracowali nad sposobem, który miałby kiedyś pozwolić mieszkańcom poruszać się swobodnie. Co jakiś czas nowy wynalazek dawał nadzieję. Zgłaszał się śmiałek, który decydował się na eksperyment, a potem porywała go przestrzeń. I tyle go widzieli. Z roku na rok śmiałków ubywało. Ludzie nie wyobrażali sobie już innego życia. Wkrótce przestali nawet myśleć o jakichkolwiek próbach zmiany.

Może, gdybyś ich zobaczył, wydaliby Ci się nieco śmieszni z tymi swoimi ciężarami i pewnie zdziwiłbyś się , że zrezygnowali z prób zmiany swego życia. A z pewnością nie mógłbyś uwierzyć, że nikt nie podjął próby opuszczenia domu i wyjścia poza granicę. Tymczasem oni pamiętali tych, którzy zaginęli w przestworzach i nigdy już nie wrócili. Wstydzili się też swoich ciężarów i dlatego nigdzie nie wyruszali. I choć krążyły wśród nich legendy o miejscach, w których żyje się inaczej, nigdy tego nie sprawdzili.

Kiedyś jednak urodził się w mieście chłopiec, który z utęsknieniem patrzył na wolne i lekkie ptaki latające po przestrzennym niebie. Chciał być jak one i jak ludzie z legend. Dlatego też sprawił sobie sznur, który uwiązał mocno do swego kamienia i codziennie zwiększał jego długość. Już wkrótce szybował ponad ziemią i chwytał za ogon zdziwione gawrony. Jedni patrzyli na niego z zachwytem, inni przepowiadali mu straszny koniec. A jemu wciąż było mało. Tęsknota wypełniała jego serce. Ciekawość była większa od przestróg i strachu. Dorastał z tą niespełnioną tęsknotą, aż pewnego dnia podjął decyzję. Jak zawsze przywiązał wielometrowy sznur do swego ciężaru. Tym razem jednak włożył za koszulę ostry nóż. Uwierz mi, że nie była to łatwa decyzja. Bał się ogromnie przestrzeni, która czyhała na niego: nieprzyjazna i nieznana. Dotychczas ten strach powstrzymywał go przed ostatecznym krokiem, ale posmakował już tyle, że nie mógł znaleźć sobie miejsca ani na ziemi, ani pod niebem. Kiedy więc oddalił się od miasta i uniósł się wystarczająco wysoko, jednym cięciem noża pozbył się sznura. Zamknął oczy spodziewając się najgorszego…

Jakież było jego zdziwienie, kiedy opadł miękko na ziemię i powędrował ścieżką przed siebie.

Gdyby opowiedział Ci historię o kraju, w którym się urodził, pewnie włożyłbyś ją między bajki…

Autor:
Ewa Król

Dodaj komentarz do '„O człowieku, który poleciał”'