Jak się wydostać z pułapki czasu?

Czy zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego coś przytrafia się tobie wielokrotnie? Może nawet słyszysz teraz swój głos wypowiadający słowa” boże, znowu to mi się przytrafiło!

Zachodzisz w głowę i nie możesz znaleźć odpowiedzi, o co chodzi, co to wydarzenie ma ciebie nauczyć?

Jesteś tylko człowiekiem. Nikt nie jest doskonały. Tylko ten, kto nic nie robi, nie popełnia błędów. Mówi się trudno i idzie się dalej. W życiu piękne są tylko chwile. Znasz te przysłowia ilustrujące być może twoje zachowania w wirze pospolitej codzienności. Każdy z nas stara się (lub przynajmniej chce się starać) urządzić się w życiu jak najlepiej, najwygodniej i zgodnie z własną wizją szczęścia. Często jednak coś staje na przeszkodzie. Ułomność, głupota, konformizm, choroby, egoizm, zaniechanie, niewiedza, pech- lub inny zespół zjawisk, pospolicie nazywany brakiem szczęścia w życiu.

Życie zmusza ciebie do ciągłej aktywności, podejmowania wyzwań, stawiania czoła. Czasami spycha w otchłań apatii, znużenia i łamania prawa. Socjolog będzie upatrywał przyczyny tego stanu rzeczy w mechanizmach społecznych. Ksiądz powie, że Bóg tak chciał. Psycholog znajdzie traumę z dzieciństwa. Genetyk wykaże skazę u przodków. Filozof zaduma się nad istotą bytu. Bezrobotny przeklnie kapitalizm, Kaczyński Tuska, a ty kogoś innego. Kto kieruje twoim życiem? Los, ludzie, ty sam, najwyższy bóg, matka natura, przeznaczenie, geny, czy zwykły, bezlitosny przypadek.

Tym razem w Cinema Club film „Dzień świstaka”. Harold Ramis to rzadki przypadek aktora, scenarzysty, producenta i reżysera w jednej osobie. „Dzień Świstaka” był szóstym filmem, przy realizacji którego współpracował z Billem Murrayem. W 1980 roku powstała komedia „Golfiarze”, wg scenariusza Ramisa, z Murrayem w jednej z ról drugoplanowych. Rok później obaj spotkali się na planie koszarowej komedii „Szarże”, reżyserowanej przez Ramisa. W 1984 triumfowali jako „Pogromcy duchów”, wg scenariusza Harolda Ramisa i Dana Aykroyda (Ramis grał pogromcę Egona Spenglera). Po koniec lat 80-tych ponownie spotkali się przy „Golfiarzach 2″ (1988) i „Ghostbusters II” (1989) – w obu przypadkach Ramis był współautorem scenariusza. Przy „Dniu Świstaka” Harold Ramis nie tylko był współscenarzystą, współproducentem i reżyserem, lecz także zagrał epizod lekarza neurologa, który każe Connorsowi udać się do psychiatry. Trzy lata później Ramis ponownie zaangażował Andie MacDowell do swej fantastycznej komedii o klonowaniu „Multiplicity”.

Phil Connors (Bill Murray), telewizyjny prezenter pogody z Pittsbugha po raz czwarty z rzędu pojechał do miasteczka Punxsutawney, by zrelacjonować doroczne święto Dnia Świstaka, przypadające 2 lutego. Do tego dnia nie obchodziło go nic i nikt, poza hołubieniem egocentrycznego przeświadczenia o własnej doskonałości (skąd my to znamy, Praktycy NLP?). A przecież w dniu wyjazdu poznał wspaniałą kobietę, śliczną producentkę Ritę (Andie MacDowell) na widok której jego skostniałe resztki serca zabiły mocniej. Lecz zimna autokreacja Phila wzięła górę. Po szybkim nagraniu materiału do telewizyjnego newsa z obchodów Dnia Świstaka, Phil, Rita i operator Larry, pod dyktando gardzącego prowincją Phila, spakowali rzeczy. W drodze powrotnej do Pittsburgha coś dało Philowi pierwsze ostrzeżenie, ekipa zawróciła do Punxsutawney. A nazajutrz Phil budzi się o szóstej rano… 2 lutego w Dzień Świstaka, który przecież ……był już wczoraj.

Od tej pory świadomość powtórzonego dnia jest tylko udziałem Phila, który z przerażeniem obserwuje ten sam przebieg wypadków, co wczoraj. Nikt, włącznie z Ritą, nie daje wiary jego opowieściom o niespodziewanie realnym i ciągle powtarzającym się deja vu. Początkowo zdruzgotany Phil, odnajduje dziką radość z własnej bezkarności w zapętlonym czasie. Lecz po kilku tych samych Dniach Świstaka w Punxsutawney, cyniczny zapowiadacz pogody robi wszystko, żeby tylko nie budzić się codziennie przy dźwiękach tej samej radiowej piosenki „I got you babe” Sonny’ego i Cher. Lecz nawet kilkunastokrotne samobójstwa, bezlitośnie kończą się przebudzeniem 2 lutego. Ostatnią deską ratunku dla uwięzionego w pułapce czasu Phila Connorsa, wydaje się być jego rosnące uczucie do Rity, którą w tych niezwykłych okolicznościach ma okazję poznać bliżej…

Ileż to razy po popełnieniu głupstwa, wydaniu błędnej decyzji i podjęciu niewłaściwego wyboru, chciałeś cofnąć czas i naprawić błąd. Mówisz sobie wtedy, ze drugi raz już nie dasz się zwieść pozorom, będziesz przezorniejszy, bardziej ostrożny, bardziej poukładany, mądrzejszy o zdobyte doświadczenia. A jednak potem niepomny tych doświadczeń, znowu dajesz się oszukać losowi jak dziecko.
Być może mówisz: serce nie sługa; krew nie woda. Zrzucasz winę na wszystko wokół siebie zamiast dokonać zmian tam, skąd bierze źródło twoja własna słabość.

Człowiek jest tak skonstruowany, że dopiero naprawdę bolesne uświadomienie sobie porażki zmusza go do zrewidowania ciągu przyczynowego, który do niej doprowadził. Zupełnie jak Phil Connors. W tej postaci, zrodzonej w wyobraźni scenarzysty Danny’ego Rubina, każdy z nas może przejrzeć się jak w lustrze. Nie trzeba być wcale tak nadętym, cynicznym, egocentrycznym bufonem pogardzającym ludźmi: niech się do mnie dopasują, albo stracą cennego kolegę.

Tak jak Phil Connors otrzymujesz kłopotliwe dary powtarzających się wydarzeń, które maja zwrócić twoją uwagę na rzecz najważniejszą. Od kogo te dary? W filmie nie ma ani słowa o Bogu, czy zakłóceniach kontinuum czasoprzestrzennego. Przeznaczenie? Karma? Co wydało na Phila wyrok (być może i na ciebie) Wyraźnym przekazem jest informacja, że masz tylko jedną drogę na wyplenienie z siebie całego zła, a nagrodą będzie miłość. Lecz zanim ją wyznasz, musisz zbudować siebie od nowa. W Dzień Świstaka będziesz otoczony ludźmi, którymi gardzisz i jednocześnie których nie jesteś godzien. Zostaniesz skonfrontowany z człowiekiem, z którym nigdy nie chciałbyś się zetknąć – z samym sobą.

Wiem, łatwo popaść w tanie moralizatorstwo i pretensjonalność. „Dzień Świstaka” oparty jest na prostym w swym geniuszu założeniu. Mentalną ewolucję Connorsa przedstawiono na ciągle powtarzających się tych samych sytuacjach, które nie potrzebują ani słowa komentarza. Jest w nich całe spektrum ludzkich zachowań, od niedowierzania i chorej euforii, poprzez znużenie, nihilizm i rezygnację, aż do odnajdywania kolejnych szczebli ewolucji charakteru postaci.

Pułapka, w której utknął Phil Connors, wydaje się być rajem na ziemi. O wiele bardziej drastyczną wersją Dnia Świstaka jest przecież pierwszy epizod z kinowej wersji „Strefy mroku” (1983), gdzie biały, rasistowski bohater, zostaje przeniesiony kolejno do faszystowskich Niemiec (gdzie wzięto go za Żyda), czasów Ku-Klux-Klanu (gdzie był Murzynem skazanym na śmierć za kolor skóry), czy wojny wietnamskiej (gdzie strzelano do niego, bo wojska amerykańskie widziały w nim „żółtka”). Przypadek Phila Connorsa wymagał od niego „tylko” rewizji własnej podłości, wśród kultywujących radość życia mieszkańców Punxsutawney. Zmiana charakteru Phila została szczególnie mocno zaakcentowana przy scenach z bezdomnym staruszkiem, umierającym na jego oczach.

Całe życie ludzkie w jednym filmie. W postaci prezentera pogody każdy z nas może rozpoznać cząstkę samego siebie. Odkryć w swoim życiorysie te same sytuacje, które zmuszają do ujrzenia własnych ułomności. Gdyby tylko można było dostać tę samą szansę przeżycia pewnego etapu życia po raz kolejny…

Nie musisz mi wierzyć, ale masz ją.

Uwierz mi.

To nie świat jest winien. Świat zaludniony ludźmi lepszymi od ciebie jest być może jedyną szansą na osobiste oczyszczenie, na swiadomość. Nie uda się – nie ma problemu. Rano znów usłyszysz w radio piosenkę, której tytuł Ci przypomni że cię mam, kochany… („I got you babe”).

Autor:
Grzegorz Halkiew

Dodaj komentarz do 'Jak się wydostać z pułapki czasu?'